Wersja mobilna | Wersja domyślna
Forum kibiców Sandecji Strona Główna
 
 
 
Użytkownik:
Hasło:
Autologin:



Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: internacionale
Nie Lut 19, 2012 14:18
Wybitne osobistości związane z Sandecją
Autor Wiadomość
KrzysieKKS
~SekcjaTurystyczna~


Dołączył: 07 Mar 2005
Wysłany: Czw Cze 23, 2011 20:53   Wybitne osobistości związane z Sandecją [Cytuj]

W temacie tym można umieszczać informacje dotyczące osób ich krótkie życiorysy, inaczej mówiąc wszystko co z nimi związane. Szczególnie poszukiwane są informacje o ludziach, którzy tworzyli sekcję, działali w jej sportowym lub turystycznym charakterze. Na początek lista osób zacytowana z książki wydanej na 75- lecie Sendecji: Ryszard Cybulski, Jerzy Leśniak "75 lat Komunikacyjnego Klubu Sportowego "SANDECJA 1910 - 1985"" Nowy Sącz 1986r.

Lista nazwisk:
I. Lipińska, M. Batko, I. Gurgul oraz zawodnicy tacy jak: J. Zubek, K.Gucwa, J. Freisler, R.Stramka, J.Szyszka, Z.Ryś, S.Kotarski, F.Krzyżak, L,Kudlik, T.Sokołowski, J. Ciastoń oraz bracia W. I K. Świerczkowie, T. Kantor, j. Ligęza, Ciastoń, A. Kurcz, bracia Pasiutowie

W 1945 roku lata świetności sekcji zaczynają wskrzeszać K. Borczyk, J. Wysowski, Zb. Kmieć i St. Kibełbasa


Powoli będę uzupełniać posiadane opisy w/w osób. Jeśli ktoś coś posiada na temat tych osób śmiało pisać :)



Póki co zachęcam do przeczytania książki "Wspomnień" którą napisał Julian Zubek. Krótki opis zaczerpnięty ze strony http://ksiegarnia.iknt.pl - "Wydane po latach wspomnienia Juliana Zubka – sportowca, kuriera i oficera AK – dotyczące okresu okupacji hitlerowskiej na ziemiach sądeckich. Autor przedstawia konspiracyjną działalność swoją oraz osób bezpośrednio z nim związanych. Nie pomija przy tym obrazów codziennego życia w niecodziennych, wojennych realiach. Starając się możliwie dokładnie odtworzyć przeszłe wydarzenia, posiłkował się wieloma relacjami swoich towarzyszy – przede wszystkim członków dowodzonego przez siebie oddziału partyzanckiego. Tę troskę o dochowanie wierności faktom widać choćby w precyzyjnych opisach przeprowadzanych akcji, z których każdy uzupełniony został o mapkę sytuacyjną, przedstawiającą rozmieszczenie biorących udział w potyczce sił. Jest to jednak wciąż barwna opowieść, jej bohaterami są żywi ludzie, zmagający się ze swoimi rozterkami, problemami, ale także przeżywający chwile satysfakcji i radości. Bezpośredni, gawędziarski wręcz styl autora czyni lekturę przyjemną. Książka została uzupełniona o opis dalszych losów autora, ukazujący problemy z jakimi spotykali się żołnierze AK w powojennej Polsce. Pozycja nie tylko dla historyków."
Książkę można pożyczyć w Sądeckiej Bibliotece Publicznej.
_________________
Jest ryzyko jest zabawa albo cmentarz albo sława!

Przecież wrócą tamte lata,
tamte piękne złote dni.
O Królowo Tego świata tak
będziemy śpiewać Ci...

...::: Najlepsze Ciacha Małopolski :::...
Ostatnio zmieniony przez Kazek G f H Pon Lip 02, 2012 12:05, w całości zmieniany 2 razy  
[Profil] [PM] [E-mail] [WWW]
 
 
Kazek G f H


Dołączył: 06 Mar 2008
Wysłany: Pią Cze 24, 2011 22:03    [Cytuj]

Brakuje w tej liście jednego nazwiska, a mianowicie "ojca" naszych Narciarskich Bohaterów, trenera i opiekuna sekcji narciarskiej Leopolda Kwiatkowskiego. To pod jego okiem trenował słynny "Tatar", Jan Freisler czy Roman Stramka. Ja również uzupełnię w tym temacie kilka ciekawostek na temat naszych Bohaterów.

[ Dodano: Sro Wrz 21, 2011 13:29 ]
Leopold Kwiatkowski -

urodzony 11 Listopada 1906 roku w Nowym Sączu, zmarły 11 lutego 1968 roku również w Nowym Sączu.
. Z zamiłowania był lotnikiem oraz narciarzem, które trenował najpierw w sądeckim Kolejowym Przysposobieniu Wojskowym, później od 1931 r. w Sandecji. Ojciec sekcji narciarskiej, wspaniały instruktor lotnictwa, wychowawca oraz trener. W Czasie II wojny światowej organizator siatki kuriersko - przerzutowej na Sądecczyźnie. Sm był kurierem oraz łącznikiem na lini Warszawa - Budapeszt o pseudonimach "Tomek", "Bela", "Szostek", Andrzej Cis".





Jak już wyżej była mowa o wybitnych przedstawicielach sekcji turystycznej w przedwojennej Sandecji, rozpoczynając przybliżanie sylwetek naszych bohaterów należy niewątpliwe rozpocząć od postaci Leopolda Kwiatkowskiego. Śmiało można go nazwać ojcem sekcji narciarskiej w Sandecji która sam zorganizował od podstaw. Zarówno sekcja narciarska jak i turystyczna uzupełniały się nawzajem. Odbywały się liczne wyjazdy w góry Beskidu Sądeckiego, Tatry, Pieniny jak i do Wochorty w Karpatach Wschodnich, teren dzisiejszej Ukrainy. W latach przedwojennych było to bardzo znane uzdrowisko, jak i baza narciarska. Narciarze uczestniczyli tam w licznych zawodach biegowych ,skokach oraz w zjazdach. Wszystko te sportowe wyjazdy uzupełniała turystyka.

W latach 1927 - 1931 Sandecja jako Klub Sportowy formalnie nie funkcjonowała z powodu utraty na rzecz banku infrastruktury sportowej. Po czterech latach Sandecja powróciła na sportową mapę Polski, co nie oznaczało że cały ten czas został zmarnowany przez sądecki sport. Przy Warsztatach Kolejowych od 1927 roku funkcjonowało Kolejowe Przysposobienie Wojskowe (KPW), które miało za zadanie szerzyć wśród pracowników Kolei wychowanie fizyczne jak i patriotyczne.

Sekcja Narciarska przy Kolejowym Przysposobieniu Wojskowym, Szkoła Szybowcowa w Tęgoborzu


Leopold Kwiatkowski w 1929 roku powraca do Nowego Sącza z Zakopanego, gdzie uczęszczał do szkoły budowlanej. Zatrudnił się jako stolarz przy sądeckich Warsztatach Kolejowych. Jak wspomina legendarny Julian "Tatar" Zubek, Poldek miał w sporcie dwie namiętności: szybownictwo oraz narciarstwo. Z miłości do tej drugiej dyscypliny, sam rozpoczął organizację sekcji narciarskiej przy KPW. Uczęszczając do zakopiańskiej budowlanki miał okazję rywalizować z najlepszymi w kraju narciarzami z Podhala min. ze Stanisławem Marusarzem legendarnym "Dziadkiem", olimpijczykiem, srebrnym medalistą Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym w konkurencji skoków w fińskim Lahti, Andrzejem Marusarzem, Izydorem Łuszczkiem, braćmi Stanisławem i Janem Kula. Mając okazję rywalizacji z najlepszymi, przywiózł do rodzimego Nowego Sączą nowoczesne i profesjonalne metody narciarskiego treningu.

Wraz z organizacją narciarstwa w Sączu, Poldek Kwiatkowski zajmował się również lotnictwem. W 1931 roku został komendantem Szkoły Szybowcowej w Tęgoborzu.



Leopold Kwiatkowski na trasie biegowej.

Do nowo utworzonej sekcji narciarskiej, Kwiatkowski zaczął werbować sądecką młodzież. Pochodziła ona gównie z rodzin kolejarskich z takich dzielnic jak: Gorzków, Kolonia Kolejowa czy Śródmieście. Do sekcji wstępuje Roman Stramka, Jan Freisler, Julian Zubek, Jan Szyszka, Konstanty Gucwa, Zbigniew Ryś, Stanisław Kotarski, Franciszek Krzyżak, Franciszek Hołtys, Leon Kudlik, Tadeusz Sokołowski, Józef Ciastoń, bracia Kazimierz i Władysław Świerczkowie. Gospodarzem sekcji został Bogusław Czernek. Wszystkie te osoby były czynnymi przedwojennymi sportowcami zarówno w KPW jak i od 1931 roku Sandecji. Została ona w 1931 r. na nowo zreorganizowana przy KPW, i wchłonęła jego dotychczasowe sekcje. Wymienieni członkowie narciarskiej sekcji w czasie II wojny światowej byli zaangażowani w mniejszy bądź większy sposób w walkę z okupantem.

Kwiatkowski był wspaniałym opiekunem oraz wychowawcą. Szybko stał się trenerem. Mimo że nie posiadł mistrzowskich umiejętności, potrafił trenować i przede wszystkim wychowywać tą młodzież. Min w 1933 roku wychowanek Kwiatkowskiego, wspomniany już Julian Zubek został powołany do narciarskiej reprezentacji Armii Polskiej na zawody Małej Ententy i Polski. Często bywało tak, że sam Kwiatkowski robił narty ( z racji tego że był stolarzem), jak i smary do nich. Bardzo poświęcał się dla narciarstwa i dla młodzieży. Kiedy przychodziło wyjechać gdzieś na zawody, wraz z zoną Jadwigą Kwiatkowską przygotowywał prowiant. Zapewne był wielkim autorytetem dla młodego Stamki, Zubka czy Freislera. W chwili wybuchu II wojny światowej dało to piękne owoce.

II wojna światowa - ruch kuriersko- przerzutowy na terenie Sądecczyzny.


1 września 1939 roku wybucha II wojna światowa. Wszystkie umiejętności jakie Kwiatkowski "sprzedał" swoim podopiecznym, owocują już nie na zawodach lecz na niebezpiecznych "zielonych granicach".

Będąc komendantem Szkoły Szybowcowej w Tęgoborzu, na wieść o wybuchu wojny rozkazał część zgromadzonego sprzętu wysłać do jeszcze nie zagrożonego Stanisławowa, natomiast pozostała część sprzętu została zniszczona aby nie wpadała w ręce Niemców. Bardzo wielu jego podopiecznych ze szkółki szybowcowej, walczyło później w "Bitwie o Anglię". Dowodzi to po raz kolejny jakim był wspaniałym wychowawcą, instruktorem oraz trenerem.

Jesienią 1939 roku, Jan Freisler oraz Konstanty Gucwa zostali skierowani w rejon Nowego Sącza z zadaniem przygotowania siatki przerzutowej na Węgry. Liczne przedwojenne wyjazdy narciarskie w góry zimą, i piesze wycieczki latem zaowocowały znajomością górskich szlaków Beskidu Sądeckiego, Tatr. W celu organizacji szlaków, oraz wciągnięcia zaufanych osób do konspiracji, zwrócili się o pomoc do swojego trenera. Któż by inny mógł pociągnąć za sobą młodzież jak nie Poldek? I tak też się stało. Wspólnie z Gucwą i Freislerem zorganizowali całą siatkę przerzutowo - kurierską, wciągając przy tym do konspiracji członków zarówno sekcji turystycznej jak i przede wszystkim narciarskiej z przedwojennej Sandecji. I tak zaczęła się blisko 5 letnia służba Kwiatkowskiego na wojennych szlakach kurierskich, która była bogata w wiele przygód, cierpień, oraz poświęceń. Sam obył 102 przeprawy przez zielone granice, w tym 16 bezpośrednio do Budapesztu. Na początku swojej służby pełnił rolę organizatora szlaków, oraz przewodnika górskiego przeprowadzając na Węgry żołnierzy Wojska Polskiego po Klęsce Wrześniowej udających się do Francji gdzie gen. Sikorski formował na nowo Wojsko Polskie. W późniejszym czasie przeprowadzał ludzi nauki i sztuki. Udzielał pomocy wszystkim ściąganym przez Niemców Polaków, Żydów czy nawet obcokrajowcom. Przenosił jako kurier pocztę specjalną, rozkazy, czy prasę konspiracyjna. Swoje przeżycia wojenne opisał w pamiętniku, który przekazał Julianowi Zubkowi w 1966 roku. Po wojnie został odznaczony orderem Kawalera Virtuti Militari, oraz przystąpił do odbudowy Szkoły Szybowcowej w Tęgoborzu, którą komuniści rozwiązali w 1950 roku. Zmarł w Nowym Sączu po ciężkiej chorobie 11 lutego 1968 roku. Został pochowany na cmentarzu komunalnym w Sączu. Jego imię otrzymał Areoklub Podhalański i jedna z gorzkowskich ulic w Nowym Sączu. Na szybowcach wylatał 1711 godzin, a samolotach 1017. Lotnictwo było bez wątpienia jego życiową pasją, a zaraz po nim sport i narciarstwo.

Leopold Kwiatkowski to jedna z najodważniejszych oraz kochających ponad wszystko Polskę osobistości, jaka ziemia Sądecka wydała na świat. Niestety Nasz Klub nie potrafi godnie uhonorować jego zasług, co z pewnością wielu znających temat osobom leży mocno na sercu. To właśnie Leopold Kwiatkowski wychował w narciarskiej sekcji Sandecji całą plejadę przyszłych bohaterów, którzy walczyli o wolną Polskę nie raz oddawać za tą najważniejszą sprawę życie. Potrafił skupić wokół siebie młodzież, był dla niej autorytetem. Pociągną za sobą na "zielone granicę" wielu swoich przedwojennych podopiecznych z Sandecji. Nie zapominajmy o tej postaci, która jest niewątpliwie na samym czubie wśród wychowawców i trenerów przedwojennej Sandecji i Szkoły Szybowcowej w Tęgoborzu.



Grób Leopolda Kwiatkowskiego na Sądeckim Cmentarzu Komunalnym. [/i]

O Poldku Kwiatkowskim tak napisał jego wychowanek Julian Zubek "Tatar" w swoich "Wspomnieniach". Myślę że te słowa najznakomiciej obrazują postać Kwiatkowskiego.

" (...) Nie był olimpijczykiem, ale tą pięcioletnią walką, jaką toczył stale na granicy życia i śmierci - zasłużył na wybitny laur olimpijski(...)"
_________________
Brutal Fans Hooligans - Glinik Gorlice ... :)
Ostatnio zmieniony przez KrzysieKKS Sro Wrz 21, 2011 14:13, w całości zmieniany 1 raz  
[Profil] [PM]
 
 
KrzysieKKS
~SekcjaTurystyczna~


Dołączył: 07 Mar 2005
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 14:20    [Cytuj]

Można być tylko dumnym z tego że takich bohaterów miała Sandecja.
_________________
Jest ryzyko jest zabawa albo cmentarz albo sława!

Przecież wrócą tamte lata,
tamte piękne złote dni.
O Królowo Tego świata tak
będziemy śpiewać Ci...

...::: Najlepsze Ciacha Małopolski :::...
[Profil] [PM] [E-mail] [WWW]
 
 
Kazek G f H


Dołączył: 06 Mar 2008
Wysłany: Czw Gru 08, 2011 14:31    [Cytuj]



Jan Franciszek Freisler ( 1914 – 1964)

„Bielański”, „Czarny Jasio”, „Dżuma”, „Jasio”, „Ksawery”, „ Sądecki”
Nazwiska konspiracyjne: „ Jan Bielański”, „ Franciszek (Jan) Drapała, Wasil Podsadniuk, Paweł Jemioła, Jan Kopacz, Jan Lisicki, Jan Woźny.
Kurier, oficer AK, ppor. Czasu wojny (październik 1944)


Urodzony 7 listopada w Nowym Sączu w wielodzietnej rodzinie Jana ( technika kolejowego) i Jadwigi z domu Bielańskiej. Ojciec był czeskim Niemcem, przybył do Nowego Sącza służbowo. Dopiero w 1926 otrzymał obywatelstwo polskie. W domu panowała gorąca patriotyczna atmosfera. Freisler uczył się w Nowym Sączu: 1921 – 1928 ukończył szkołę powszechną, 1929 – 1934 uczęszczał do II Gimnazjum im. Bolesława Chrobrego, 1934 – 1935 odbywał praktykę u ślusarza. 2 września 1935 rozpoczął zasadniczą służbę wojskową w 2. Plutonie w Krakowie. Ukończył kurs mechaników lotniczych, a następnie trzymiesięczny kurs meteorologiczny w Warszawie i otrzymał przydział na samodzielny posterunek meteo na lotnisku Łódź – Lublinek. 1 września 1937 został zwolniony do rezerwy, zamieszkał w Warszawie pod opieka brata Juliusza oficera Wojska polskiego. Ukończył eksternistycznie ósmą klasę w Gimnazjum dla Wojskowych i byłych Wojskowych Gruszeckiego w Warszawie., bez przystępowania do egzaminu dojrzałości. Podczas pobytu w Warszawie przeszedł szkolenie kontrwywiadowcze i pracował w Referacie Informacyjnym. W sierpniu 1938 podją pracę jako urzędnik w magazynach PKP w Nowym Sączu. Był wszechstronnie wysportowany, działał w Kolejowym Przysposobieniu Wojskowym, ukończył kurs szybowcowy.
We wrześniu 1939 roku nie został zmobilizowany, jednak poszukując przydziału, uchodził przed Niemcami. 4 września 1939 został ranny pod Nowym Sączem. Walczył na zachód od Lwowa w oddziale Obrony Narodowej, po jego rozbiciu wycofywał się na wschód i pod Śniatynem został zagarnięty przez Sowietów. Według jednej z wersji przekroczył granicę rumuńską i znalazł się w obozie cywilnym koło Czerniowiec, a następnie ok. 27 – 28 września przedostał się na tereny okupowane przez wojska sowieckie. W początkach października na podstawie przepustki sowieckiej wrócił do Nowego Sącza. W drugiej połowie miesiąca udał się ponownie na teren okupacji sowieckiej, by odszukać ojca i siostry: Krystynę i Lidię. Wraz z siostrami przeszedł nocą San i przed 1 listopada wrócił do domu. W następnych tygodniach kilkakrotnie przekraczał „na zielono” granicę między okupacjami, przenosząc listy i przeprowadzając ludzi. 9 listopada 1939 został zaprzysiężony w Krakowie przez porucznika Klemensa Gucwę „Górala”. Gdy szedł z pocztą z Lwowa, został złapany, osadzony w więzieniu w Lesku, następnie we Lwowie. W początkach grudnia 1939 zbiegł za Wołoczyskami z transportu do ZSRR, przedostał się przez Zbrucz i po chorobie przebytej w Przemyślu przez „zielona granice” powrócił do Nowego Sącza 24 grudnia 1939. Poszukiwany przez gestapo uciekł do Krakowa. Klemens Gucwa skierował go do Warszawy, gdzie w styczniu 1940 roku został ponownie zaprzysiężony przez porucznika Edwarda Hejkina „Balickiego” z grupy „Znak” tworzonej na bazie Związku Oficerów Rezerwy. Pod pseudonimem „Sądecki” został przydzielony do organizacji tras przerzutowych na Węgry. Po pierwszych próbach na lini Sanok – Zagórz – Użhorod (Ungwar), które dowiodły, że teren zamieszkały przez Ukraińców nie sprzyja przerzutowi ludzi na dużą skalę, wszedł w skład placówki w Nowym Sączu gdzie Klemens Gucwa zmontował sieć przerzutową przez Słowację z ramienia Organizacji Orła Białego (OOB – później ZWZ). Freisler został jego zastępcą , jako kierownika pododcinka Nowy Sącz ( trasy „Poprad” i „Lubań”). Początkowo przeprowadzał ludzi tylko przez granicę polsko – słowacką i przekazywał ich dalej przewodnikom słowackim, którzy pilotowali ich do granicy z Węgrami. 1 4 kwietnia 1940 dotarł po raz pierwszy do Budapesztu, gdzie nawiązał kontakt z wojskową Bazą „Romek” i 30 kwietnia został zaprzysiężony według roty ZWZ przez szefa łączności kapitana Wincentego Medyńskiego „Jasiewicza”. Otrzymał dokumenty na nazwisko Franciszek Drapała i drugi pseudonim „Skowron”. Do kraju nosił pieniądze oraz pistolety i granaty, które dostarczał do Krakowa; w drodze powrotnej nadal przeprowadzał ludzi. Zachowały się protokoły odpraw kuriera z 3 maja, 8 czerwca i 10 lipca 1940. Mimo pracy w Bazie „Romek” nadal przyjmował zlecenia różnych organizacji politycznych i wojskowych. Poprzez „Górala” rozpoczął pracę na rzecz środowisk skupionych wokół Centralnego Komitetu Organizacji Niepodległościowych ( CKON)i Ryszarda Świętochowskiego; w maju 1940 roku Freisler przeniósł na Węgry jego pocztę (sam Świętochowski idący inną trasą wpadł na Słowacji) oraz przeprowadził na Węgry Wacława Felczaka, który z polecenia CKON miał tam założyć polityczną placówkę łączności. Latem 1940 został zwolniony z pracy w Bazie „Romek” i przeszedł do utworzonej w Budapeszcie cywilnej Placówki „W”. Z powodu nadmiaru kurierów udał się di Jugosławii, z myślą przedostania się do wojska. Odwołany jednak w drodze z Zagrzebia, wrócił na Węgry. Z końcem września 1940 został przyjęty na stałe di oracy w Placówce „W” jako kurier pod pseudonimem „Ksawery”. Do czerwca 1943 roku raz lub dwa razy w miesiącu wyruszał na trasę do Polski lub – po utworzeniu tak zwanej sztafety – na Słowację. Pouruchomieniu sztafety ( co trwało od października do maja 1942) odegrał decydującą rolę. Przeprowadzał najważniejszych kurierów rządu: do Polski i z Polski Franciszka Moskala „Wojtka” ( w początkach 1941), Tadeusza Chciuka – Marka Celta ( w czerwcu 1942). Wielokrotnie zatrzymywany i aresztowany na Słowacji i Węgrzech , zawsze brawurowo uciekał, min. w marcu 1941 z kancelarii więzienia w Preszowie. Ze względu na naciski niemieckie na władze węgierskie, by te go aresztowały, musiał często zmieniać nazwiska i miejsca pobytu: od listopada 1940 występował pod nazwiskiem Jan Kopacz, od kwietnia 1941: Jan Drapała., od września 1941 : Jan Lisicki. W kraju posługiwał się m. In papierami ukraińskimi na nazwisko Wasil Podsadniuk, otrzymanymi od inżyniera Stefana Witkowskiego, szefa „Muszkieterów”, z którymi do sierpnia 1941 współpracował. 18 marca 1943 został ranny na granicy słowacko – węgierskiej.
W pierwszej połowie 1943 roku większość członków i pracowników Placówki „W” została zwolniona przez jej kierownika. Freisler formalnie pozostał kurierem, ale faktycznie od czerwca 1943 był na urlopie. Przebywając w obozach dla uchodźców w Tab i Balatonfodar, starał się o przyjęcie do Bazy „Liszt” ( dawniej „Romek”). W grudniu 1943 na wezwanie dlegata rządu udał się do Polski, niosąc pocztę wojskową i Stronnictwa Narodowego (SN). Odebraną od łącznika Delegatury Rządu Konstantego Regameya „Drogowskiego” poczte przekazał jednak nie Placówce „W”, lecz kierownikowi placówki łącznościowej Stronnictwa Narodowego na Węgrzech Kazimierzowi Tychocie. Od stycznia do maja 1944 kilkakrotnie przebywał trasę Węgry – Polska jako kurier delegata ; przeniósł broń i przeprowadzał ludzi do oddziałów Armii Krajowej. Po rozpoczęciu okupacji Węgier przez Niemcy 19 marca 1944 i rozbiciu Placówki „W” pracował jako kurier nowej placówki politycznej kierowanej przez Bogdana Stypińskiego „Ostrowskiego”.
Nawiązał kontakt z komendantem Obwodu Armii Krajowej Nowy Sącz i razem z podchorążym Julianem Skurskim „Joulem” na przełomie kwietnia i maja 1944 zorganizował Oddział Partyzancki „Świerk” i dowodził nim; następnie oddział został włączony do Oddziału Partyzanckiego „Wilk” porucznika Krystyna Więckowskiego „Zawiszy”. 2 sierpnia 1944 jego oddział wszedł w skład Oddziału Partyzanckiego porucznika Juliana Zubka „Tatara”. Po reorganizacji, 13 sierpnia Freisler został dowódcą 1 plutonu ( od 11 września 1944 1 plutonu 9 kompanii III batalionu 1 Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej – 1 plut 9 komp. III baonu 1 psp AK)partyzanckiego oddziału, zastępca dowódcy kompanii, a po ramieniu porucznika „Tatara” Oddziału Partyzanckiego dowódcą kompanii. W tym czasie brał udział i dowodził w wielu akcjach zbrojnych w rejonie Nowego Sącza i Krynicy. W okresie zimowym pełni funkcję łącznika z odległym o 60 km dowództwem pułku, a w chwili przejścia frontu dostarczył kompanii pieniądze na odprawy dla demobilizowanych żołnierzy. 22 stycznia 1945 wraz z oddziałem zszedł z gór do Nowego Sącza.
Po kilku dniach wobec aresztowania „Tatara”, wrócił do konspiracji. Ukrywał się pod nazwiskiem Paweł Jemioła w Krakowie, powstając w kontakcie z dowództwem 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK. 25 marca 1945 spotkał Wacława Felczaka i razem z nim udał się do Torunia, gdzie Zygmunt Felczak pełnił funkcję wicewojewody pomorskiego. Od niego uzyskał „ na lewe” nazwisko dokumenty i pracę komendanta powiatowego milicji w Człuchowie. Po kilku tygodniach, bez objęcia funkcji, wrócił do Krakowa, z decyzją udania się na Zachód. 10 maja 1945 wraz z oficerami 1 PSP AK porucznikiem Gustawem Góreckim „Gustawem” i podporucznikiem Julianem Skurskim „Joulem” wyruszyli do Bielska, na granicę. Pod pretekstem poszukiwania rodzin, pomimo kilkukrotnego zatrzymania przez milicję i NKWD, dzięki fałszywym dokumentom dotarli 15 maja 1945 do Pragi. Podając się za francuskich obywateli narodowości polskiej, wjechali do leżącego w strefie amerykańskiej Pilzna. Tam już jako wojskowi Polacy otrzymali przepustkę amerykańską, i przez Murnau i Moguncję przybyli w pierwszych dniach czerwca do Paryża. Po złożeniu raportu Polskim Władzom, 17 czerwca Freisler dostał się do Londynu, gdzie ze względu na bezpieczeństwo rodziny w Polsce wystawiono mu paszport na nazwisko Jan Bielański. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych występował wówczas o odznaczenie Freislera Virtuti Millitari V klasy, i Krzyżem Walecznych. Około 10 lipca 1945 został przekazany di dyspozycji Oddziału Specjalnego Sztabu Naczelnego Wodza. Mimo to do 31 sierpnia 1945 figurował na listach pracowników Działu Społecznego MSW.
Ze względu na to że znał majora Adama Mackusa „Prostego”, otrzymał zadanie powrotu do Polski z nowym szyfrem dla jego radiostacji oraz wyjaśnienie losów poprzednich kurierów. Posługując się dokumentami na nazwisko Jan Woźny, 10 sierpnia 1945 wyjechał z Londynu , kilka dni później spotkał się w Meppen z kapitanem Jerzym Żuralskim „Michałem”, kurierem Oddziału Specjalnego Naczelnego Wodza do pułkownika Jana Rzepeckiego. Zetknął się tam również z wysłannikiem Rady Jedności Narodowej ( RJN)i Delegatury Rządu na Kraj (DR) Wacławem Felczakiem, zmierzającym na Zachód , oraz idącym do Polski - znany mu z Węgier – kurier Stronnictwa Narodowego Konradem Niklewiczem. Razem z nimi przez Linz, jako repatriant, dotarł d Polski i 18 września 1945 zarejestrował się w Punkcie Przyjęcia Państwowego Urzędu Repatriacyjnego w Dziedzicach. Kontakty organizacyjne w Krakowie okazały się nieaktualne z powodu aresztowania przez Urząd Bezpieczeństwa grupy majora „Prostego”. Powiadomiona przez Jerzego Żurnalskiego o przybyciu Freilsera kierowniczka komórki łączności zewnętrznej Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” (WiN) Emilia Malessa „Mila” doprowadziła 3 października 1945 do ich spotkania w Krakowie, na którym umówiono dalsze kontakty w Warszawie. 19 października 1945 Freisler wpadł w kocioł w mieszkaniu Konrada Niklewicza w Warszawie, nie został jednak rozpoznany, a ponieważ miał dostateczne alibi, został zwolniony. Jedna z wersji mówi, że przekupił pilnujących funkcjonariuszy. 22 października 1945 spotkał się z „Milą” w Warszawie i uzgodnił sprawę wyrobienia dokumentów na wyjazd za granicę. 27 października 1945 wziął udział w spotkaniu z sekretarzem Zarządu Głównego Win – u pułkownikiem Tadeuszem Jachimkiem „Ninką”, Jerzym Żuralskim „Michałkiem” i Emilią Malessą „Mila”, podczas którego omawiano plany zaangażowania Freislera przy tworzeniu drogi przerzutowej WiN przez Czechosłowację w charakterze punktu kontaktowego w Pradze.
31 października 1945 został zatrzymany w kotle na ulicy Koszykowej 35 mieszkania 3 w trakcie likwidacji przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego (MBP) struktur 1 Zarządu Głównego WiN. Śledztwo w jego sprawie prowadził chorąży/podporucznik Stanisław Łyszkowski. Początkowo zeznawał wykrętnie i dopiero po 8 dniach intensywnego śledztwa, na polecenie również aresztowanej Emilii Malessy „Mili” „zaczną zeznawać prawdę”. 6 grudnia 1945 został przekazany z Aresztu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego do więzienia na Mokotowie i umieszczony w X pawilonie. 23 września 1946 śledztwo zostało zamknięte. Został oskarżony z art. 1 dekretu o ochronie państwa z 30 września 1944 (przynależność do nielegalnej organizacji), art. 90 kkWP (szpiegostwo), art. 117 1 i 2 kkWP (nie zgłosił się jako oficer do rejestracji) i art. 191 kk (posługiwanie się fałszywymi dokumentami). W jego obronie wystąpiła zdecydowanie rodzina , znajomi, lokalne władze, pomocy udzielali koledzy z konspiracji. Do sądu wpłynęło kilkanaście pism indywidualnych i zbiorowych poświadczających patriotyczną i bohaterską postawę Freislera w czasie wojny, podkreślając jego udział w ratowaniu Żydów, współpracę z partyzantką sowiecką itp. Dzięki pieniądzom przyniesionym do Polski przez Gustawa Góreckiego. Freisler na pewien czas został przeniesiony z X pawilonu do szpitala więziennego. Również Wacław Felczak podczas pobytów w Polsce przekazywał pomoc finansową żonie Freislera i dwójce jego małych dzieci.
Termin rozprawy wyznaczono na 9 grudnia 1946, jednak w tym dniu sprawa została odroczona do 28 stycznia 1047. W tym czasie Freisler zeznawał jako świadek w procesie 1 Zarządu Głównego WiN. W nowym terminie Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie w składzie: przewodniczący major Eugeniusz Krzewski i sędziowie kapitan Tadeusz Przesmycki i kapitan Czesław Nowakowski, skazał go na 8 lat pozbawienia wolności i pozbawienie praw obywatelskich na 3 lata na mocy art. 24 kkWP w związku z art. 1 dekretu o ochronie państwa i uniewinnił od pozostałych zarzutów, dając całkowicie wiarę zeznaniom Freislera i świadka Jerzego Żuralskiego złożonym na rozprawie i uwzględniając wszelakie okoliczności łagodzące. Jednak 14 lutego 1947 szef Wojskowego Sądu Rejonowego w trybie natychmiastowym przesłał akta do Naczelnej Prokuratury Wojskowej z wnioskiem o złożenie rewizji na niekorzyść oskarżonego, wskazując na sprzeczność wyroku z zeznaniami w śledztwie, a także z przebiegiem procesu 1 Zarządu Głównego WiN. Uwzględniają skargę Naczelna Prokuratura Wojskowa, 15 marca 1947 Najwyższy Sąd Wojskowy w składzie: przewodniczący pułkownik Kazimierz Drohomirecki, sędziowie major Antoni Czarnowski i podpułkownik Józef Dziowgo, uchylił wyrok Wojskowego Sądu Rejonowego w części uniewinniając Freislera od zarzutu szpiegostwa i w tej części skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia oraz zmienił kwalifikację poprzedniego wyroku na art. 1 dekretu z 30 października 1944 ( nie tylko usiłował popełnić przestępstwo, ale je popełnił) i z tą zmianą w pozostałej części utrzymywał w mocy.
19 kwietnia 1947 podczas kolejnej rozprawy Freisler nie przyznał się do winy, wskazywał na fałszowanie protokołów przesłuchań i wyczerpujące metody śledztwa. Świadkowie, w tym zeznająca z wolnej stopy jako świadek obrony Emilia Malessa, złożyli korzystne dla niego zeznania. Mimo to Wojskowy Sąd Rejonowy w składzie: przewodniczący major Józef Warecki, sędziowie major Roman Abramowicz i porucznik Jan Grynkiewicz, skazał go 30 kwietnia 1947 roku na karę śmierci, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze oraz przepadek całego mienia, uzasadniając to udziałem skazanego w montowaniu łączności miedzy Zarządem Głównym WiN a zagranicznymi ośrodkami dyspozycyjnymi i rzekomo najniższymi pobudkami czynu. W opinii sądu skazany na łaskę nie zasługiwał. Oba wyroki w kwalifikacji prawnej, retoryce i przedstawieniu sylwetki skazenego były całkowicie sprzeczne.
Rodzina, adwokat i sam skazany zwrócili się do Bolesława Bieruta o łaskę, podanie zony zostało poparte przez ówczesnego premiera Józefa Cyrankiewicza. Równoczesne adwokat złożył skargę rewizyjną, wnosząc o umorzenie wyroku z braku dowodów winy. 3 maja 1947 Najwyższy Sąd Wojskowy w skłądzie: przewodniczący płk Kazimierz Drohomierecki, sędziowie major Mieczysław Janicki i podpułkownik Beniamin Karpniński, odrzucił skargę i utrzymał wyrok śmierci w mocy. W opinii prezesa Najwyższego Sądu Wojskowego pułkownika Władysława Garnowskiego skazany zasługiwał na laskę i zmianę wyroku na 15 lat więzienia ze względu na duże zasługi w walce z okupantem i ułaskawienie już innych kurierów z Zachodu do Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj WiN. 11 CZERWCA 1947 Bierut skorzystał z prawa łaski i zamienił karę śmierci na 10 lat pozbawienia wolności i 10 lat utraty praw. Mimo to rodzina nadal starał się o całkowite darowanie kary. Przy wszelakich okazjach, co kilka miesięcy, zwracał się o akt łaski lub przerwę w odbywaniu kary . Wszystkie te podania sąd pozostawił bez biegu., Freislera nie obejmowały tez żadne amnestie. Jedynym aktem na jego korzyść było postanowienie Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 30 marca 1954 roku o zaliczeniu aresztu tymczasowego nie od 3, a od 1 stycznia 1945. 15 września 1952 Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie wydał wyrok łączny w jego sprawie (Sr 719/52).



Freisler z Mamą Jadwigą.

11 września 1947 został osadzony w więzieniu we Wronkach. 25 stycznia 1950 przewieziono go do więzienia mokotowskiego w Warszawie, a stąd 21 marca 1950 do Rawicza. 13 marca 1953 został przeniesiony z więzienia w Rawiczu do Potulic, skąd 1 listopada 1955 zwolniono go po dobyciu całego wyroku.
20 maja 1957 Zgromadzenie Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego w uwzględnieniu wniosku rewizyjnego Prezesa Najwyższego Sądu Wojskowego uchyliło wyroki Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie z 30 kwietnia 1947 i 15 września 1952 oraz postanowienie Najwyższego Sądu Wojskowego z 31 maja 1947 i umorzyło postępowanie karne o przestepstwo z art. 90 kkWP z braku cech przestępstwa. Równocześnie na zasadzie amnestii z 22 lutego 1947 złagodziło o połowę ( do 4 lat więzienia) karę 8 lat więzienia orzeczoną wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 29 stycznia 1947. Na tej podstawie Freisler otrzymał symboliczne odszkodowanie pieniężne za lata spędzone nadterminowo w więzieniu. Uzyskał rentę specjalna, zamieszkał w Warszawie. Początkowo pracował w kiosku Ruchu, następnie prowadził kursy prawa jazdy w Legionowie. Przeżycia więzienne pozostawiły jednak trwały ślad w jego życiu, zmarł na serce 10 października 1964 roku w Warszawie. Pochowany został na Cmentarzu Komunalnym ( d. Wojskowym) na Powązkach w Warszawie.
Odznaczony dwukrotnie Krzyżem Walecznych ( 1943, 1945), Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami (1945), Krzyżem Partyzanckim (1961).
3 sierpnia 1941 roku ożenił się z Leokadią Wiśniewską, kolporterką prasy konspiracyjnej, którą w sierpniu 1940 przeprowadził na Węgry. Miał synów: Pawła ( ur. 1942) i Krzysztofa (ur. 1945).
Brat Juliusz (1910 – 1939) oficer Wojska Polskiego, w 1937 został inwalidą ratując życie innemu żołnierzowi. Pozostał w czynnej służbie i zginą podczas obrony Warszawy 23 września 1939. Dom rodzinny Freislerów był w czasie wojny ważnym punktem konspiracyjnym i wielokrotnie gestapo dokonywało w nim rewizji. Matka Jadwiga ( 1885 – 1967) , czynnie zaangażowana w działalność podziemną, została aresztowana przez gestapo 23 września 1941 i była więziona w Nowym Sączu przez 3 miesiące.



Freisler był jednym z najwybitniejszych kurierów okresu 1939 – 1945, otoczonym legenda już w czasie wojny. Trafnie charakteryzują go fragmenty opinii służbowej za 1945: „ [...] Niezwykle opanowany. Potrafi zawsze znaleźć wyjście z każdej niebezpiecznej sytuacji. Charakter wybitnie prawy. Bardzo patriotyczny i lojalny. Wykonując zadania samodzielnie, nie potrzebuje ani kontroli, ani pomocy z zewnątrz. Okazał niezwykłą odwagę w obliczu niebezpieczeństwa. Bardzo ideowy i bezinteresowny. [...] Bardzo lubiany przez kolegów. Fizycznie bardzo wytrzymały i silny. Wymaga doszkolenia wojskowego. Stanowi typ bardzo dzielnego oficera”.


[w] Konspiracja i Opór Społeczny w Polsce 1944 - 1956. Słownik Bibliograficzny tom II, Kraków - Warszawa - Wrocław 2004, s. 118 - 126.


I tutaj należy po raz kolejny ubolewać, że zostaje przez historyków pomięty człon "Sandecja" przy Kolejowym Przysposobieniu Wojskowym. Miejmy nadzieje że do czasu :)
_________________
Brutal Fans Hooligans - Glinik Gorlice ... :)
[Profil] [PM]
 
 
figielHLN


Dołączył: 17 Kwi 2012
Wysłany: Wto Kwi 17, 2012 18:03    [Cytuj]

Znalazłem niedawno ciekawe zdjęcie Juliana Zubka "Tatara" z 1939r. Jako, że nie znalazłem takiego zdjęcia w internecie postanowiłem je wrzucić. Przymierzam się do przeczytania jego książki, więc może coś o nim napisze w niedługim czasie. Polecam także "Przyjaźń wojennych lat" Iwana Zołotara. Świetne źródło wiedzy oraz wiele ciekawych zdjęć można w niej znaleźć.

[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
KrzysieKKS
~SekcjaTurystyczna~


Dołączył: 07 Mar 2005
Wysłany: Sro Kwi 18, 2012 20:01    [Cytuj]

Zdjęcie to skan oryginału czy skan z jakiejś książki?:))
_________________
Jest ryzyko jest zabawa albo cmentarz albo sława!

Przecież wrócą tamte lata,
tamte piękne złote dni.
O Królowo Tego świata tak
będziemy śpiewać Ci...

...::: Najlepsze Ciacha Małopolski :::...
[Profil] [PM] [E-mail] [WWW]
 
 
figielHLN


Dołączył: 17 Kwi 2012
Wysłany: Sob Kwi 21, 2012 21:23    [Cytuj]

zdjęcie zeskanowałem z książki "Przyjaźń wojennych lat"
_________________
Ci ludzie, ta wiara i pasja
SANDECJA - jesteśmy dumą naszego miasta
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Kazek G f H


Dołączył: 06 Mar 2008
Wysłany: Pią Maj 25, 2012 10:50    [Cytuj]



Opis ostatniego przejścia kurierskiego Juliana Zubka "Tatara" znajdującego się w jego wspomnieniach wydanych w 2009 roku. Polecam wam wszystkim sięgnąć po tą lekturę. Poniższy fragment mam nadzieje że kogoś tam zachęci do przeczytania całej książki.

(..)13 kwietnia 1944 roku udałem się wraz z "Sądeckim" Janem Freislerem), "Romanem" "(Roman Stramka) i "Apostołem" (Zygmunt) do Budapesztu.W naszej wędrówce "Romek" swym zwyczajem zrobił nas w "balonów", chociaż znając go, pilnowaliśmy się aby nas nie wykiwał. W drodze ku Niemcowej, przy cegielni w Biegonicach, oznajmił nam, że musimy stąd zabrać ukrytą, bardzo ważną aparaturę, bo miał już paternoster za to, że jej dotąd nie przyniósł do Budapesztu. Postawił nas na czujce, a sam poszedł w stronę cegielni. Staraliśmy się ubezpieczyć go jak najskrupulatniej wbijając oczy w ciemność nocy. W parę minut był z powrotem. Zwróciłem uwagę jak, szedł schylony pod ciężarem plecaka. Nie miałem w swoim nic poza jedzeiniem, zaproponowałem mu więc pomoc. Ale plecaka mi nie oddał.

- Będziemy się zmieniać - powiedział - ja będę z nim zapylał do gajówki "Stoka", Jasiek do potoku Roztoki, a ty Julek, dotargasz do Niemcowej. Dalej znowu będziemy się zmieniać!


Roman Stramka.

Stękał, pocił się, lecz etap swój wytrzymał. Z kolei wziął plecak Jasiek, szedł z nią jakiś czas, co chwilę poprawiał, bo mu gniótł kręgosłup. Żal mi było Jaśka, więc prawie siłą od niego ten majdan odebrałem przed końcem jego odcinka. Nie było mi wesoło z tym ciężarem piąć się wśród wykrotów pod stroma polanę, jednak nie chciałem pokazać po sobie zmęczenia i z zaciśniętymi zębami dotarłem pod górę. Romek co jakiś czas przypominał żebym się nie potknął, bo może się aparatura uszkodzić, dlatego szedłem z nią jak z jajkiem. Do celu dobrnąłem wyzuty z sił, skronie waliły jak młotem. Ocierałem rękawem pot z czoła po zrzuceniu brzemienia Romek pokpiwał:

- Pewnieś sie fest domęczył... Widzisz "Tatarze", granice to nie egzercyka, tu trza dobrze sie nahartować!

Chociaż byłem zawsze w spaniałej formie, a siły mi nie brakowało, jednak po tej morderczej próbie z trzydziestu kilogramami na plecach i szybkim marszu - z uznaniem myślałem o tej ciężkiej pracy sądeckich "listonoszy" przez cztery lata okupacji. Dziesiątki kilometrów z takimi ciężarami - no!

Ale Romek nie kwapił się z nałożeniem worka na grzbiet. W milczeniu więc założyłem go na plecy. On coś tam medytował, wreszcie flegmatycznie rzekł

- Chciałem Cię wypróbować czyś mocny, możesz nosić przez granicę nawet krowy! Ale tej zasranej aparatury taszczyć dalej nie będziemy. Wyjmuj ją Julek z plecaka, to ją tu zamelinujemy!

Otworzyłem worek i przy świetle latarki Romana wybałuszyłem oczy: CEGŁY!! Ileś sztuk ukradzionych w biegonickiej cegielni!
Potrafiłem się opanować, ale Jaśka mało szlag nie trafił. Gonił Romka po polance wrzeszcząc:

- Ty byku krasy, ty gorzkowska bździno, zastrzelę cię kiedyś jak psa!

Romek w pewniej chwili znikł. Czekał aż Jasiek się wysapie i wtedy usłyszeliśmy głos Romka

- Przeporosom piknie za ten śpas, chciołem się trochę pośmiać! Na granicy śpasować nie będziemy!. "

Apostoł" - Zygmunt idący dotąd cicho i skromnie, teraz rżąc z uciechy, począc robić uszczypliwe uwagi na temat tej aparatury pod naszym adresem, więc puściliśmy mu w ucho sądecką wiązankę, wymyślając od gnid i obcując baty, jeśli się będzie wtrącał w nasze sprawy. Z bocznej kieszeni plecaka wyją Romek kawałek kiełbasy, rozłamał na cztery części, wetkną nam obu z Jaśkiem do rąk, a Zygmuntowi wprost do ust mówiąc: - Żryj lebiego i nabierz siły do drogi"

Ale Zygmunt, wietrząc teraz nowy podstęp Romka, obwąchał ją nie ufnie i zwrócił ofiarodawcy(...)

Julian Zubek, Wspomnienia, Warszawa 2009, s. 64-65.

Taki właśnie był Roman Stramka. Więcej o Nim napiszę niebawem.


[i]Roman Stramka [/i]
_________________
Brutal Fans Hooligans - Glinik Gorlice ... :)
[Profil] [PM]
 
 
Kazek G f H


Dołączył: 06 Mar 2008
Wysłany: Pią Cze 08, 2012 10:27    [Cytuj]

Tak w ramach "zobrazowania" ciężkiej służby kurierskiej czasu drugiej wojny światowej naszych przedwojennych sportowców, wrzucam linki zrealizowanego w 1975 roku serialu "Trzecia Granica" opowiadającego o działalności kurierów tatrzańskich w latach drugiej wojny światowej.




Scenariusz "Trzeciej granicy" Adam Bahdaj, autor wielu utworów o tematyce wojennej ("Droga przez góry", "O siódmej w Budapeszcie", "Smak życia") i popularnych powieści dla młodzieży ("Stawiam na Tolka Banana", "Podróż za jeden uśmiech", "Do przerwy O:1"), napisał na podstawie własnej książki pod tym samym tytułem, tłumaczonej na różne języki i wielokrotnie wznawianej (w tym roku ukazała się kolejna edycja). Inspiracją literackiego pierwowzoru stały się doświadczenia i przeżycia pisarza. Był kurierem tatrzańskim. W czasie okupacji wielokrotnie pokonywał drogę między Budapesztem a Zakopanem, przerzucał do Polski ludzi, przemycał tajne informacje. Książkę zadedykował bliskiemu przyjacielowi, sławnemu kurierowi tatrzańskiemu, Józefowi Krzeptowskiemu. Serial powstał we współpracy węgiersko-polskiej. Ze strony węgierskiej pracował operator Sandor Kocsis oraz kilku aktorów, a wśród nich odtwórczyni jednej z głównych ról kobiecych, Nora Kaldi. Reżyserami byli Wojciech Solarz ("Molo", "Miłość Balzaka") oraz Lech Lorentowicz ("Znicz olimpijski"). Andrzeja Bukowiana zagrał Andrzej Wasilewicz, wówczas student III roku warszawskiej PWST. W serialu wystąpiło wielu rdzennych mieszkańców Podhala.

odc. 1. " Zbójnicka droga"

http://www.youtube.com/wa...&feature=relmfu

Wrzesień 1939 roku. Góral z Zakopanego, Andrzej Bukowian wraz z niedobitkami polskiej armii przekracza węgierską granicę. Pojawia się w konsulacie polskim, gdzie zwraca na niego uwagę major Smyga. Andrzej dostaje propozycję przeprowadzania ludzi, którzy mają zająć się organizacją konspiracyjną. Pierwszą osobą miałby być Antek, przyjaciel Andrzej. Po wahaniach Andrzej w końcu jednak decyduje sie wykonać to zadanie. Po trudnej dla Antka przeprawie docierają do celu, jednak zostają zauważeni przez patrol niemiecki. Andrzej zostaje ranny w rękę....

odc. 2. "Blisko nieba".

http://www.youtube.com/watch?v=ZXwhXTusfQA

Ranny w rękę Andrzej nie jest w stanie przeprowadzić grupy polskich lotników m.in konstruktora Zdaneckiego i jego syna na Węgry. Chcą oni stamtąd przedostać się do Francji i Anglii. Zadania podejmuje się przewodnik Buńda. W trakcie przeprawy grupa roździela się, los Buńdy nie jest znany. Zdanecki z synem i częścią grupy z trudem wracają do Zakopanego. Andrzej,już zdrowy podejmuje się ich ponownego przeprowadzenia. Podczas przeprawy zatrzymują się u Bożki Bardejowej, u której leży ranny jeden z lotników biorący udział w pierwszej przeprawie. Andrzej wraz z mężem Bożki zawozi rannego do Pavela, znajomego Andrzeja, z którym kiedyś trenował. Pavel nakazuje Andrzejowi,aby czekał na niego w umówionej gospodzie. Zdanecki wraz z synem i pozostałą grupą udają się pod wskazany przez Andrzeja adres - karczmarza, który dzwoni po Słowaka Miko w celu ich przewiezienia. Andrzej pojawia się w umówionej gospodzie i zostaje aresztowany. Okazuje się, że Pavel jest na usługach niemieckiej armii. W budynku policji słowackiej próbuje wydobyć od Andrzeja informacje o pozostałej grupie. Podczas przesłuchania przyprowadza przewodnika Buńdę w celu konfrontacji. Wykorzystując chwilę nieuwagi Bukowian ucieka z Buńdą......

odc. 3. "Zatarte ślady".

http://www.youtube.com/watch?v=5tpBd9TC5HA

Andrzej po kolejnej udanej przeprawie dostaje od pułkownika zasłużony odpoczynek. Tymczasem zadanie dostarczenia ważnej przesyłki dostaje Władek Mrowca. Przesyłka nie zostaje jednak dostarczona, a ślad po Władku ginie. Andrzej wraz z przyjacielem Antkiem szukają zaginionego. Ustalają, że Mrowca został aresztowany przez policję słowacką. Zdobywają mundury SS i po brawurowej akcji uwalniają więźnia.

odc. 4. " W matni"

http://www.youtube.com/watch?v=0T-fjRLCMLo

Andrzejowi wraz z Władkiem udaje się uciec pościgowi. Tymczasem Niemcy zabierają siostrę Andrzeja jako zakładniczkę. Matce grożą,że córka zostanie zabita,jeżeli nie powiem im gdzie jest jej syn. Andrzej pojawia się w domu. Jego znajomy Waluś zabija z rozpaczy za zabranie siostry Andrzeja niemieckiego strażnika. Trwa na niego obława,trop doprowadza Niemców do domu Bukowiana, gdzie właśnie zjawił się Waluś. Zostaje zastrzelony przez Niemców, którzy na oczach matki podpalają dom. Andrzej słysząc strzały ucieka z płonącego domu przez okno.

odc. 5. "Nieznajoma z baru Bolero"

http://www.youtube.com/watch?v=ekKHn1XAQ34

W Budapeszcie Bukowian poznaje piękną kobietę imieniem Marta, która często gości w barze "Bolero". Polscy oficerowie przebywający w stolicy Węgier widują Martę w towarzystwie Niemców i podejrzewają o współpracę z nimi. Marta zostaje zatrzymana i podczas próby ucieczki zastrzelona. Okazuje się, że paszport na nazwisko Rucksteiner był fałszywy - Marta Bormicka była agentką polskiego wywiadu.

odc. 6." Order z księżyca "

http://www.youtube.com/watch?v=yd19UMy5qe4

Andrzej Bukowian otrzymuje zadanie przeniesienia z Budapesztu do Polski 20 tyś. dolarów przeznaczonych na walkę z okupantem. Bukowian wykonuje zadanie, ale na miejscu okazuje się, że w przyniesionej przez niego torbie są skrawki papieru. Dowódca partyzantów kapitan Oksza oskarża Anrzeja o przywłaszczenie pięniędzy.Wypuszczony przez z jednego partyzantów wraca na Węgry z zamiarem odnalezienia złodzieja. Na szlaku spotyka majora Smygę, którego to posądza o kradzież dolarów. Okazuje się, że pieniądze zabrał jeden z współpracowników majora - Dederkiewicz.

odc. 7. "Mylne szlaki"

http://www.youtube.com/watch?v=JQT1_j8nEXg

Bukowian zostaje aresztowany przez gestapo. Obersturmfuhrer Lemke liczy na to, że wyciągnie od niego wiele partyzanckich i kurierskich tajemnic. Andrzejowi udaje się jednak uciec. Trafia do słowackich partyzantów, którzy posądzają go o zabicie dwóch pracujących dla nich policjantów. W ostatniej chwili ratuje go znajoma Słowaczka.

odc. 8 "Porachunki"

http://www.youtube.com/watch?v=bVBG1PeqE0E

Andrzej Bukowian bierze udział w słowackim powstaniu przeciwko Niemcom. W trakcie odwrotu zostaje przez Niemców zabity partyzant Jano. Podczas pobytu w schronisku spotyka dawnych przyjaciół - Antka i rosyjskiego spadochroniarza Alosze. Razem z nimi wyrusza w góry. Podczas drogi owiedzają Bożke. Tam dołącza do nich Anglik i niemiecki dezerter. Wojna ma się ku końcowi. Andrzej wraca w rodzinne strony. Widzi zgliszcza swojego domu. Od starego górala dowiaduje się, że matka zginęła w obozie,a siostra po śmierci matki uciekła od ciotki. Andrzej zostaje z partyzantami.
_________________
Brutal Fans Hooligans - Glinik Gorlice ... :)
[Profil] [PM]
 
 
Kazek G f H


Dołączył: 06 Mar 2008
Wysłany: Sro Cze 27, 2012 16:35    [Cytuj]

Roman Stramka ps. „Romek”, “Bardiowski”.

„ (...) Tych kilka miesięcy chodzenia przez granicę , od października 1939 do marca 1940, określam sportowo jako „suchą zaprawę”. Dalsze cztery lata było ciągłym startem jak na zawodach, tylko, że z przerwami w kryminałach. Myślałem nie raz o tym, w których więzieniach były lepsze „punkty odżywcze”: czy u Słowaków czy na „Madziarach”, czy u nas? (...) ”
Ze wspomnień Romana Stramki.



Roman Stramka pierwszy z prawej, lata XXX


Roman Stramka urodził się 13 VII 1916 r. w Ptaszkowej. Stamtąd pochodziła jego matka Maria. Jego ojcem był góral rodem z Harklowej, kolejarz Ludwik Stramka. Skromny rodzinny dom Stramków, podobnie jak ponad sie-demdziesiąt lat temu stoi w jednej z dzielnic Nowego Sącza – Gorzkowie, przy ul. Gorzkowskiej 28 (ostatni dom schowany w zaroślach drzew, przed stacją benzynową przy hipermarkecie Real).

Roman Stramka pochodził z wielodzietnej rodziny, miał aż dziewięcioro rodzeństwa. W Nowym Sączu uczęszczał od Szkoły Powszechnej i Gimnazjum Handlowego, również ukończył Instytut Handlowy w Wilnie . W latach młodzieńczych poza nauką i pracą w rodzinnym gospodarstwie uprawiał sport który z czasem stał się jego życiową pasją. Z powodzeniem trenował wiele dyscyplin w przedwojennych nowosądeckich klubach sportowych KS KPW „Sandecja” czy TZR Beskid. Był lekkoatletą, kajakarzem, piłkarzem, kolarzem, jednak najbardziej ze wszystkich trenowanych dyscyplin umiłował sobie narciarstwo. Jako najmłodszy w sekcji narciarskiej KS KPW „Sandecja” pod okiem trenera Leopolda Kwiatkowskiego wyrósł na jednego z wybijających się zawodników, wygrywał z łatwością swoje konkurencje w kategorii juniora, a podczas swojego pobytu w Wilnie zdobył tytuł mistrza w biegu na 18 km . Przed wybuchem II wojny światowej pracował również przy budowie drogi w rejonie powstającej zapory wodnej na Dunajcu w Rożnowie, a zarobione pieniądze wydał na zakup roweru wyścigowego.

W chwili wybuchu II wojny światowej wraz z kolegami udał się na wschód uciekając przed przesuwającym się frontem, by po kilku tygodniach powrócić do domu . W październiku 1939 r. został zaangażowany przez Leopolda Kwiatkowskiego wraz ze swoimi kolegami z Gorzkowa i sekcji narciarskiej KS KPW „Sandecja” do organizacji siatki przerzutowej ludzi na Węgry . Wraz ze swoim kolegą Franciszkiem Krzyżakiem ps. „Frantol” zorganizował trasę przerzutów wiodącą z Nowego Sącza do Piwnicznej i Starej L’ubovli.

Po raz pierwszy zameldował się w Budapeszcie początkiem 1940 r., gdzie po odbyciu odpowiedniego kursu na kuriera, został zaprzysiężony oraz wyposażony w odpowiednie „lewe” dokumenty tożsamości . W lutym 1940 r. w okolicach Presova został aresztowany i umieszczeny w areszcie, skąd odtransportowano go do granicy Generalnego Gubernatorstwa i przekazany muszyńskiej placówce Gestapo. Po wstępnych „przesłuchaniach” został umieszczeny na dwa tygodnie w sądeckiej palcówce Gestapo gdzie po raz kolejny był na przemian bity przesłuchiwany. Następnie wysłany do tarnowskiego więzienia, gdzie na przełomie kwietnia i maja 1940 r. został wyczytany na transport do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. W trakcie transportu koleją w bydlęcym wagonie Roman Stramka podjął ucieczkę się ucieczkę, a uratowało go ... - „(...) Skuli łańcuszkami nas osiemnastu i przeczepili łańcuszki do jednego wspólnego łańcucha przyśrubowanego wewnątrz bydlęcego wagonu. Ale że mam grube ręce w przegubach, a dłonie wąskie, dość prędko zsunąłem te żelaza. Gdy tylko zaczął pociąg przed stacją zwalniać, wystrymałem się do okienka i wyskoczyłem (...)”.

W krótkim czasie po ucieczce z transportu do Oświęcimia dom Stramki był kilka krotnie „odwiedzany” przez Gestapowców i ich licznych konfidentów. Pewnego razu udał się wieczorem do swojego domu w Gorzkowie aby spotkać się z matką. Ktoś doniósł o jego wizycie. Gestapo wraz z policją granatową zorganizowało obławę, z której po brawurowej akcji udało się Stramce szczęśliwie po raz kolejny brawurowo wydostać.


Ucieczka z więzienia Gestapo.

18 X 1941 r. miała miejsce kolejna brawurowa ucieczka Romana Stramki. Tym razem udało mu się zbiec z sądeckiego więzienia Gestapo . Była to ucieczka niepowtarzalna i wyjątkowa na której to temat napisano bardzo wiele, choć niestety nie zawsze było to prawda . Podstępnie aresztowany przez gestapowca Johana Gorkę w Nowym Sączu, trafił do sądeckiego więzienia Gestapo. W tym okresie miało miejsce jego „opróżnienie” poprzez egzekucje i transporty więźniów do więzienia w Tarnowie i obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu w którym pozostała garstka więźniów min. Jadwiga Freisler ps. „ Matka”, żona Leopolda Kwiatkowskiego Jadwiga . Pracownicy sądeckiej placówki Gestapo z Hammanem na czele, nie wyznaczyli Stramki do najbliższego transportu więźniów zmierzającego do więzienia w Tarnowie ponieważ chcieli dokonać jego egzekucji w Nowym Sączu . Po kolejnych przesłuchaniach i wymyślnym biciu przez gestapowców trafił do pojedynczej celi i został „oddany pod opiekę” Johanna Bronholdta . Pewnego wieczoru strażnik o nazwisku Butz przyniósł mu do celi kolację mówiąc przy tym - „ Żryj Stramka, bo jutro pójdziesz pod śtreke...” . W tym momencie Stramka już wiedział że czeka go śmierć. Wiedząc również że w więzieniu przebywa „Matka” i żona Kwiatkowskiego, upuścił sobie krew z nosa i na papierze po torbie po cukrze napisał zapałką pożegnalny gryps . Tymczasem rankiem ku jego zaskoczeniu został przez Butza zabrany do pomocy przy uporządkowywaniu strychu . Pozostał tam sam i niesiony instynktem i chęcią wydostania się z więzienia na wszelki wypadek poruszył dachówki . Przy sprzątaniu znalazł również metalową łyżkę, którą następnie schował do swojego buta, a wychodząc z pomieszczenia celowo nie domkną drzwi od strychu . Po powrocie do celi przez resztę dnia i pół nocy ocierał zdobytą łyżkę o żelazną nogę od łóżka w celu zrobienia wytrychu, aby móc wydostać się z celi i przedostać się zapamiętaną drogą na strych więzienia . Kiedy zrobiony z łyżki wytrych dopasował się do zamka, Stramka wydostał się z niej i podrzucił do celi w której przebywała „Matka” i Kwiatkowska napisany wcześniej gryps . Przedarł się na strych, odszukał wcześniejsze obluzowane „na wszelki wypadek” dachówki i po kolei rozpoczął je wyciągać aby móc wyjrzeć na zewnątrz i zorientować się w której dokładnie jest części więzienia . Wyszedł na dach, i zauważył że pod stromym jego spadem znajduje się rynna deszczowa, delikatnie po dachówkach zsuną się w jej kierunku aż bezpiecznie namacał ją palcami swoich stóp . Następnie chwycił się rękami krawędzi rynny i delikatnie zsuną się z dachu do pozycji zwisu trzymając się krawędzi rynny która mogła w każdej chwili nie wytrzymać jego ciężaru ciała i oderwać się od mocowań . Dzięki zahartowaniu w sporcie, a szczególnie kajakarstwie Stramka posiadał bardzo silne ramiona i dłonie co umożliwiło mu utrzymać swoje ciało w pozycji zwisu i powolne przesuwanie w stronę rogu dachu budynku gdzie znajdowała się rynna odprowadzająca deszczówkę ku dołowi . Kiedy dotarł do rogu dachu, niespodziewanie przez pobliski most kolejowy na Dunajcu przejeżdżał pociąg towarowy z pustymi cysternami powodując przy tym duży hałas . Stramka zmęczony już bezwładnym zwisaniem, zauważył że przy końcu rynny prowadzącej na dół budynku znajduje się od drugiej strony muru odgradzającego teren więzienia przylegająca do niego swego rodzaju szopa . Sprytnie wykorzystał moment przejazdu pociągu, zsuną się po rynnie na dół, wykonał zamach i zeskoczył na dach wspomnianej szopy . Wytworzony hałas przez przejeżdżający pociąg wyciszył jakiekolwiek ruchy Stramki który po przedostaniu się na drugą stronę muru schował się w wiklinie rosnącej przy brzegu Dunajca . Odczekał tam chwilę aby sprawdzić czy jego ucieczka została wykryta przez strażników, nikt się nie zorientował że Romek „prysną”, więc przepłyną wpław Dunajec i znalazł schronienie w jednym z domów znaj-dujących się na niepewnym terenie, bo zamieszkałych przez potomków koloni-stów niemieckich Stadłach. Po ucieczce zgłosił się do kierownictwa przerzutów w Nowym Sączu, które nie dało wiary Jego „opowieściom” i trzymało go na uboczu, dopiero kiedy z więzienia wyszła „Matka” i Kwiatkowska przekazując napisany przekazany im gryps cała prawda o ucieczce ujrzała światło dzienne i niezwłocznie po raz kolejny powrócił Roman Stramka do służy na niebezpiecznych szlakach prze-rzutowo-kuriersko-łącznościowych polskiego podziemia.


Byłe wiezienie Gestapo z którego 18 X 1941 R. uciekł Roman Stramka. Widok współczesny.

Kolejna poważna wpadka Stramki miała miejsce latem 1942 r. Wtedy wraz z Józefem Krzeptowskim ps. „ Józek” po przekroczeniu granicy słowacko-węgierskiej i dotarciu z Polomy do Rozsynǒ, obydwaj po wcześniejszym zakupie biletów wsiedli do pociągu zmierzającego do Budapesztu. W tym okresie na Węgrzech zaczęli się pojawiać radzieccy spadochroniarze, a podejrzliwy kasjer na stacji w Rozsynǒ zaalarmował „kogutów” o możliwym podróżowaniu takich osobników najbliższym pociągiem do Budapesztu wskazując na osoby Krzeptowskiego i Stramkę. Na stacji Trynalya do pociągu wsiedli węgierscy żandarmi. Na ich widok stojący na korytarzu Krzeptowski, wyskoczył z pociągu. Nie zdążył obudzić śpiącego w przedziale Stramkę, który został aresztowany. „Koguty” po wylegitymowaniu zabrali broń, i pozostawiwszy przy „Romku” pieniądze wsiedli do pociągu jadącego w kierunku Košic. Dalej wydarzenia potoczyły się następująco – „(...) Pieniędzy mi nie zabrali, więc parę stacji dalej, na większym dworcu – fundnąłem im kolacje i kilka flaszek wina. W ciepłym, zatłoczonym przedziale żandarmi usnęli, więc wyrzuciłem przez okno swój plecak z pocztą i zaraz za nim wyskoczyłem z pędzącego pociągu (...) . Stramka wraz z ocaloną pocztą wrócił do Budapesztu i ponownie wrócił na kurierskie szlaki.

Ostatnie przejścia kurierskie Romka miały miejsce wiosną 1944 r.,Był to już okres niemieckiej okupacji Węgier. „Romek” po dotarciu do Budapesztu wyjechał do kwatery kurierów nad Balaton w celu odszukania kolegi przewodnika-łącznika Rudolfa Lenca ps. „Rudek” . Na następny dzień miał wrócić Budapesztu udać się do Nowego Sącza. Jednak kiedy wyjeżdżał nad Balaton, spotkał na ulicy w Budapeszcie znajomego Stefana Walarowskiego któremu powiedział gdzie jedzie, w jakim celu i kiedy wróci do Budapesztu. Po powrocie Stramka wraz z Lencem zostali aresztowani na dworcu kolejowym i osadzeni w więzieniu, skąd na przesłuchiwania byli transportowani do willi „Melinda” na wzgórzu Galerta w Budapeszcie. Okazało się że Walarowski był agentem Gestapo. Po bezskutecznym i brutalnym śledztwie został skazany na karę śmierci i wyznaczony na transport więźniów do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Mauthausen-Gusen . Po raz kolejny dzięki specyficznej budowie swoich dłoni, zdołał się wyswobodzić z kajdan i wyskoczyć z transportującego go pociągu w okolicach Wiednia . Po kilku dniach powrócił do Węgier, gdzie pozostał do końca wojny . W trakcie pełnienia służby przerzutowo-kuriersko-łącznościowej 69 razy przebył trasę Nowy Sącz - Budapeszt.

Po zakończeniu II wojny światowej „Romek” powrócił do kraju, w którym została go inna okupacja - radziecka. Był znów poszukiwany, tym razem przez UB za swoja działalność konspiracyjną w SZP-ZWZ-AK. Z tego powodu wyjechał na ziemie odzyskane do Kamiennej Góry. Jednak po pewnym czasie został tam ujęty przez UB, i trafił do aresztu . Dzięki pomocy ówczesnego wicepremiera Stanisława Mikołajczyka ( w czasie okupacji Stramka przeprowadził jego syna na Węgry) wydostał się aresztu.


Lekkoatletyczne zawody na stadionie kolejowym Sandecji w Nowym Sączu, lata XXX. Drugi od prawej Roman Stramka.

„Romek” powrócił do uprawiania swojego ukochanego sportu – narciarstwa. Występował w reaktywowanej powojennej ekipie narciarzy „Sandecji”, będąc tam również trenerem i instruktorem . Nie zapomnieli o nim również przyjaciele z kurierskich szla-ków. Julian Zubek po objęciu w marcu 1948 r. stanowiska kierownika Ośrodka Wychowania Fizycznego Głównego Urzędu Kultury Fizyczne (GUKF) w willi „Lalka” przy ul. Chałubińskiego, ściągnął tam Stramkę który został instruktorem oraz trenerem narciarskim . W późniejszym czasie został zawodnikiem oraz instruktorem narciarskim w Cywilno Wojskowym Klubie Sportowym (CWKS), w którego barwach zdobył w 1953 r. wicemistrzostwo Polski w biegu na 53 km . W późniejszym okresie był również aktywnym działaczem min. Spółdzielczym Klubie Sportowym „Start” Nowy Sącz, SKS „Start” Zakopane, Ludowy Klub Sportowy(LKS) „Poprad” Rytro, LKS Ptaszkowa . W 1954 r. na stałe osiadł w Nowym Sączu uprawiając aktywnie sport, szkoląc młodzież która odnosiła sukcesy sportowe, ukończył dwuletnie studia trenerskie, dzięki Niemu w Są-decczyźnie szybkiemu rozwojowi uległo narciarstwo klasyczne .

1 IX 1965 w wieku 49 lat odszedł Roman Stramka. Zmarł w wyniku doznanych obrażeń w wypadku motocyklowym, przewieziony do nowosądec-kiego szpitala gdzie nie uzyskał odpowiedniej opieki medycznej . Tak odszedł „Romek”. W czasie pełnienia służby przerzutowo-kuriersko-łącznościwej podczas II wojny światowej wielokrotnie uciekał śmierci wymykając się z rąk oprawców. Los okazał się okrutny, pozwalając śmierci zabrać „Romka” w ta-kich okolicznościach...Pośmiertnie został odznaczony przez Rząd Polski na emigracji Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecz-nych, jego imieniem został ochrzczony stadion sportowy sądeckiej młodzieży przy Szkole Podstawowej nr 1 w Nowym Sączu oraz po wielu latach jedna z ulic Nowego Sącza w dzielnicy Gorzków gdzie się wychował.



Grób Romana Stramki, Cmentarz Komunalny w Nowym Sączu



Roman Stramka jeden z najdzielniejszych okupacyjnych przewodników i łączników tras przerzutowo-kuriersko-łącznościowych Polskiego Państwa Podziemnego spoczywa na cmentarzu komunalnym w Nowym Sączu przy ul. Rejtana, kwatera nr 19. Na nagrobku widnieje napis „Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, prawy Polak, gorący patriota, bohaterski kurier AK, przyjaciel młodzieży, ambitny sportowiec, trener narciarski miłośnik przyrody, wierny druh. Cześć jego pamięci”.

CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM!!
_________________
Brutal Fans Hooligans - Glinik Gorlice ... :)
[Profil] [PM]
 
 
Kazek G f H


Dołączył: 06 Mar 2008
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 22:09    [Cytuj]

Klemens Konstanty Gucwa ps. „Góral” .



Por. Klemens Konstanty Gucwa ps. „Góral”, „Gazda” przyszedł na świat 23 grudnia 1909 r. w Janowicach koło Zakliczyna. Młodość spędził jednak w Nowym Sączu, mieszkając w domu swojej ciotki i wuja - Antoniego Zengela, przy ul. Zygmuntowskiej 37. Był pilnym i dobrym uczniem, w międzyczasie uprawiał lekkoatletykę, pływanie, narciarstwo, piłkę nożną min. w Klubie Sportowym Kolejowego Przysposobienia Wojskowego Sandecja Nowym Sącz, Oficerskim Klubie Sportowym 1 Pułku Strzelców Podhalańskich Nowy Sącz. Służbę wojskową odbył w 1 PSP w Nowym Sączu, kończąc ją w stopniu plutonowego. Po zdaniu matury został absolwentem Szkoły dla Podchorążych w Bydgoszczy, którą ukończył tuż przed wybuchem wojny z bardzo dobrym wynikiem w 1939 r. We wrześniu 1939 r. został ranny w obydwie nogi podczas walk z Niemcami w okolicach Brześcia nad Bugiem. Podleczony wrócił w grudniu 1939 r. do Nowego Sącza. W styczniu 1940 r. udał się do Warszawy, gdzie nawiązał kontakty z Podziemiem. Natychmiastowo został skierowany z powrotem w rodzinne strony, w celu zorganizowania siatki przerzutowo-łącznościowej na Sądecczyźnie biegnącej kierunku Węgier. Został komendantem sądeckiego odcinka Wydziału Łączności z Zagranicą ZWZ o krypt. "Poprad" i "Lubań". Wraz z innymi przedwojennymi sportowcami Sandecji Leopoldem Kwiatkowskim ps. "Tomek" i Janem Freislerem ps. "Sądecki" zorganizował sądecką siatkę przerzutowo-łącznościową, składającą się w główniej mierze z przedwojennych sportowców sądeckich klubów sportowych. "Kostek" uruchomił i obsługiwał trasę przerzutową wiodącą z Nowego Sącza do Krynicy, dalej przez Tylicz-Muszynkę-Prešov-Košice do Budapesztu. 17 III 1941 r. wraz z kolegami z sądeckiej siatki Rudolfem Lencem ps. "Rudek" i Franciszkiem Krzyżakiem ps. "Frantol" szedł po raz pierwszy do Budapesztu nową trasą Nowy Sącz–Eliaszówka-Prešov-Košice-Budapeszt, obsługiwaną dotychczas przez "Rudka" i "Frantola". "Góral" chcąc jak najwięcej zapamiętać z przejścia nowej trasy, postanowił przekroczyć granicę w dzień. Ta decyzja okazała się fatalna. Podczas próby przekroczenia granicy po słowackiej stronie grupa kurierów stanęła oko w oko ze słowackim patrolem straży granicznej. "Góral" osłaniał ucieczkę swoich kompanów ostrzeliwując Słowaków. Podczas wymiany ognia został postrzelony w okolicę pachwiny. "Rudek" wraz z "Frantolem" walczyli o życie swojego przyjaciela, robiąc prowizoryczne opatrunki z własnych koszul oraz sporządzając nosze z kilku gałęzi drzewa i pokrytych swoimi płaszczami. Nocą z 17/18 III 1941 r. na w pół przytomnego "Kostka" przeprowadzili bezpiecznie na stronę węgierską w okolice Koszyc. Tam o świcie w pobliżu torów kolejowych zauważyli budkę dróżnika kolejowego. Bez namysłu podbiegli do niej prosząc o pomoc. Dróżnikiem okazała się kobieta, która widząc konającego "Górala" wezwała pomoc. Lenc i Krzyżak pożegnali się z rannym kolegą, zabrali pocztę i z uwagi na niebezpieczeństwo dekonspiracji udali się w dalszą drogę pozostawiając „Górala” w rekach dróżniczki. Pomoc została wezwana, przetransportowano karetką konającego „Górala” do koszyckiego szpitala. Tam zmarł 18 III 1941 r. w wyniku odniesionych ran. Został pochowany na koszyckim cmentarzu pod konspiracyjnym nazwiskiem Adam Oprychał. Pośmiertnie został awansowany do stopnia kapitana oraz odznaczony orderem Virtuti Militari. Po latach staraniem ZBoWiD zostało odnalezione miejsce pochówku „Górala. W latach siedemdziesiątych wyremontowano nagrobek, wmurowano nową tablicę nagrobną w języku polskim jak i słowackim na której umieszczono prawdziwe dane osobowe "Górala". Por. Konstanty Klemens Gucwa spoczywa najprawdopodobniej w XXI kwaterze koszyckiego cmentarza.





Kostek Gucwa podczas przejścia kurierskiego.



Tablica na grobie Gucwy na cmentarzu w Koszycach

Bracia Władysław (1912-1944) i Kazimierz (1918-1944) Świerczkowie.



Kazimierz Świerczek

Przedwojenni sportowcy min. KS KPW Sandecja, pochodzący z kolejarskiej rodziny mieszkającej w Gorzkowie, dzielnicy Nowego Sącza. Członkowie ruchu oporu na Sądecczyźnie związani z komórkami podziemnymi Polskiej Partii Socjalistycznej, którą kierował Franciszek Krzyżak. Do siatki przerzutowej zostali wciągnięci przez kolegę z podwórka - Romana Stramkę ps. „Romek”.



Władysław Świerczek

Przez południową granicę Generalnego Gubernatorstwa w kierunku Węgier przerzucili wiele osób narodowości żydowskiej. Po wkroczeniu na Węgry Niemców wiosną 1944 r., powrócili w rodzinne strony i wstąpili do Oddziału Partyzanckiego „Świerk”. Obydwoje zginęli 31 maja 1944 roku, zaskoczeni w kunowskim lesie przez niemiecki patrol. Zostali pochowani w Kunowie-Skałkach.



Grób Braci Świerczów w miejscu ich śmierci - Falkowa Skałki

Zbigniew Lohse

Urodzony we Lwowie, pochodził z rodziny kolejarskiej mieszkającej w Gorzkowie, dzielnicy Nowego Sącza. Przedwojenny sportowiec sądeckich klubów sportowych min. KS KPW Sandecja. Z pochodzenia był Niemcem, lecz sercem był prawym Polakiem który walczył w Wojnie Obronnej we wrześni u1939 r. w szeregach 1 pułku strzelców podhalańskich.



Zbigniew Lohse

Po powrocie z frontu za sprawą Romana Stramki włączył się do organizacji przerzutów oraz łączności przez Węgry z polskimi władzami na emigracji. Jako łącznik kursował głównie szlakiem Krynicko-Tylickim oraz Sanockim. W 1940 r. odszedł do polskiej armii formującej się na zachodzie. Skierowany do Kadarkut przeszedł w 1941 r. Drawę, i przez Jugosławię , Grecję i Turcję dostał się do Brygady Karpackiej. Przeszedł kampanie afrykańską i walczył pod Monte Cassino, gdzie został ciężko ranny w głowę. Po wojnie osiadł w Wielkiej Brytanii w miejscowości Bury. Tam najprawdopodobniej doczekał końca swoich dni.

Zbigniew Ryś ps. „Zbyszek” (1914 – 1990)



Zbigniew Ryś

Przedwojenny sportowiec sekcji narciarskiej KS KPW „Sandecja”, student prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, od 10 roku życia był harcerzem. Absolwent II Gimnazjum w Nowym Sączu. W 1936 r. został przyjęty to służby w straży granicznej przez Wschodnio- małopolski Inspektorat Okręgowy Straży Granicznej we Lwowie, i pełnił służbę w placówkach na granicy z Czechosłowacją, a później Słowacją i Węgrami. jednym z organizatorów Armii Krajowej na Sądecczyźnie. Na froncie granicznym był łącznikiem na Spiskim wariancie trasy sztafetowej o krypt. „Karczma”. Wykonał 108 rajdów w obydwie strony przez cały okres okupacji. Cechowała go przede wszystkim zimna krew, wyjątkowa sprawność fizyczna oraz błyskawiczny refleks i niezwykła odwaga. W czasie wojny dom Rysiów mieszczący się w Nowym Sączu przy ul. Matejki 2, był jedną wielką kurierską „meliną”, gdzie mnóstwo uchodźców czekało na przerzut za granicę Generalnej Guberni. W lipcu 1940 r. min. wraz z dr Janem Słowikowskim ps. „Dzięcioł”, siostrą Zofią Rysiówną, Stanisławem Rosieńskim, Janem Morawskim, Franciszkiem Józefem Jenet, Karolem Głodem, Józefem Laskowikiem, brał udział w organizacji udanej ucieczki z nowosądeckiego szpitala emisariusza rządowego Jana Kozielewskiego ps. „Witold” ( czyli legendarnego emisariusza Jana Karskiego.)



Tablica upamiętniająca ucieczkę Jana Karskiego z sądeckiego szpitala. Na zdjęciu uczestnik tamtych wydarzeń prof. Jan Słowikowski

Od 1944 r. kierował łącznością na kraj z Węgier. W październiku 1945 aresztowany przez UB w Krakowie spędził osiem miesięcy w X Pawilonie więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. W późniejszym czasie pracował jako adwokat we Wrocławiu. Zmarł 23 września 1990 r. Kawaler Virtuti Militari.

Ppor. Tadeusz Sokołowski ps. „Ogór”

Syn Anny Sokołowskiej, nauczycielki II Gimnazjum w Nowym Sączu, przedwojenny sportowiec, narciarz KS KPW Sandecja wywodzący się z Śródmieścia Nowego Sącza. Mieszkanie rodziny Sokołowskich przy ul. Szujskiego 10 w czasie okupacji było miejscem postoju wielu uchodźców oraz uciekinierów Żydów z nowosądeckiego Getta, oczekujących na przerzut do upragnionych Madziarów. Tadeusz Sokołowski tuż przed wybuchem wojny ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. W czasie okupacji zorganizował siatkę przerzutową. Przerzucał ludzi oraz pieniądze ZWZ do okupowanego kraju. Z chwilą narastających represji ze strony Gestapo, wiosną 1940 r. wraz z Janem Żółcińskim udał się do Budapesztu, skąd przedostali się na Bliski Wschód do Brygady Strzelców Karpackich. Dowódca plutonu 3 kompanii 2 batalionu, brał udział w kampanii libijskiej i obronie Tobruku. W grudniu 1943 r. przeszedł front włoski, gdzie walczyło maja 1944 r. Następnie dostał się do niewoli niemieckiej, z której wydostał się w maju 1945 r. Po wojnie w listopadzie 1946 r. udał się na stałe do Kanady. Odznaczony Krzyżem Walecznych, Medalem Wojska Polskiego, 1939/1945 Star, Africa Star, Italy Star i Defence Medal.

Jan Szyszka

Przedwojenny narciarz KS KPW Sandecja, pochodzący z kolejarskiej rodziny z nowosądeckiego Gorzkowa. Utalentowany malarz, tworzący zarówno portrety jak i obrazy o tematyce religijnej. Zmuszony uciekać przed Gestapo na Madziary, rozpoczął służbę kurierską za pośrednictwem Romana Stramki. W lipcu 1942 roku został śmiertelnie ranny w rejonie Przełęczy Dukielskiej przez węgierską straż graniczną podczas pełnienia służby kurierskiej. Do dziś nie jest znane miejsce jego pochówku.


cd nastąpi :)


CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM!
_________________
Brutal Fans Hooligans - Glinik Gorlice ... :)
Ostatnio zmieniony przez Kazek G f H Nie Mar 16, 2014 14:13, w całości zmieniany 3 razy  
[Profil] [PM]
 
 
Kazek G f H


Dołączył: 06 Mar 2008
Wysłany: Pią Lis 23, 2012 17:11    [Cytuj]

24 listopada mija 31 rocznica śmierci Juliana Zubka . Cześć i Chwała Jego Pamięci!
_________________
Brutal Fans Hooligans - Glinik Gorlice ... :)
[Profil] [PM]
 
 
Kazek G f H


Dołączył: 06 Mar 2008
Wysłany: Sob Lis 24, 2012 21:40    [Cytuj]

W dniu dzisiejszym, 24 .listopada minęła 31. rocznica śmierci legendarnego partyzanta, sportowca oraz kawalera orderu Virtuti Militari - Juliana Zubka. Piłkarze, Kibice oraz przedstawiciele naszego klubu złożyli z tej okazji pamiątkowy wieniec na grobie.

http://www.sandecja.com.p...ica_smierci.htm
_________________
Brutal Fans Hooligans - Glinik Gorlice ... :)
[Profil] [PM]
 
 
Kazek G f H


Dołączył: 06 Mar 2008
Wysłany: Nie Lis 25, 2012 13:03    [Cytuj]

Rudolf Lenc ps. "Rudek" (1919-2005)



Przedwojennny sportowiec min. Klubu Sportowego Kolejowego Przysposobienia Wojskowego Sandecja Nowy Sącz, pochodził z nowosądeckiego Gorzkowa. Działacz Ruchu Oporu w czasie drugiej wojny światowej. Za sprawą Romana Stramki wstąpił do sądeckiej siatki przerzutowo-kuriersko-łącznościowej. Był w niej przewodnikiem oraz łącznikiem. Kilkakrotnie uciekał z rąk Gestapo jak i węgierskim czy też słowackim służbom porządkowym. W marcu 1941 roku wraz z Franciszkiem Krzyżakiem i Konstantym Gucwą ps. "Góral" podczas przekraczania granicy słowacko-węgierskiej w lesie koszyckim doszło do dramatycznego spotkania z węgierską strażą graniczną. W wyniku tej potyczki śmiertelne rany odniósł "Góral". W lecie 1943 r. wraz z Janem Szyszką wracał z Węgier do okupowanego kraju z ważna przesyłką. W okolicy Przełęczy Dukielskiej(ówczesne okolice granicy Węgier z Generalnym Gubernatorstwem) natknęli się na patrol węgierskiej straży granicznej. Wywiązała się strzelanina w której śmiertelny postrzał otrzymał Szyszka. Lenc został zatrzymany i osadzony w więzieniu w Miszkolcu,następnie w Budapeszcie, skąd po interwencji kierownika konspiracyjnej Placówki W Edmunda Fietowicza udało mu się wydostać. W 1944 roku został aresztowany przez Gestapo na Węgrzech, i po okrutnym śledztwie został wysłany do obozu koncentracyjnego w Mauthausen-Gusen. Po wojnie zamieszkał w Warszawie. Dziś zupełnie zapomniana postać, która oddała nie mała zasługi swojej Ojczyźnie w chwili najwyższej próby. Został odznaczony Krzyżem Armii Krajowej.
_________________
Brutal Fans Hooligans - Glinik Gorlice ... :)
[Profil] [PM]
 
 
Kazek G f H


Dołączył: 06 Mar 2008
Wysłany: Nie Maj 26, 2013 12:28    [Cytuj]

_________________
Brutal Fans Hooligans - Glinik Gorlice ... :)
[Profil] [PM]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Forum kibiców Sandecji Strona Główna » Sekcja Turystyczno - Historyczna » Wybitne osobistości związane z Sandecją
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Sandecja.org Theme zaprojektowane przez: netSuit.pl
 
Strona wygenerowana w 0.16 sekundy. Zapytań do SQL: 15